Dedykt: dla wszystkich.
Składałam właśnie pościel. Była
niezwykle miękka i wygodna, lecz nie udało mi się dzisiaj zasnąć. Znowu się
bałam tego, że będą śnić mi się te koszmary, które okazują się prawdą.
Uprzątnęłam już łóżko i spojrzałam pod nie. Ruki smacznie spał. Wyprostowałam
się i przeciągnęłam. Potrzebuję tak dzień dla siebie, aby wszystko przemyśleć i
odpocząć. Poszłam do łazienki i tam przemyłam twarz. Ubrałam się już wcześniej,
w ogóle dopiero świtało. Nie wiem co mnie podkusiło aby tak wcześnie się zabrać
za siebie. Wzięłam szczotkę i wyszłam z pomieszczenia. Usiadłam na łóżku i
zaczęłam czesać swoje czerwone włosy. Patrzałam na swoje kosmyki i dalej zastanawiałam
się czy by ich nie skrócić. Przypomniało mi się co powiedział Natsu, że nie są czerwone
tylko truskawkowe. Poczułam jak moje policzki pieką. Pokręciłam przecząco głową
i wróciłam do poprzedniej czynności. Po dłuższej chwili odłożyłam szczotkę i
chciałam zabrać gumkę z szafki. Sięgnęłam po nią lecz nawet jej nie dotknęłam.
Zakręciło mi się w głowie. Upadłam na ziemię i straciłam przytomność.
***
Kiedy jesteś nie przytomny jest się
niebywale łatwym celem. Możesz poczuć ból lub krzyczeć, lecz nie zareagujesz na
niego. Nie podniesiesz się z ziemi i nie krzykniesz komuś w twarzy aby przestał
zadawać ci krzywdę. Jeśli zobaczysz w ciemnościach jeszcze szkarłatną krew, być
może umarłeś. Przestałeś cokolwiek odczuwać.
Nigdy nie zastawiałam się dlaczego
rodzina mojego ojca zawsze byłą przeciwnie nastawiona do mojej matki i dla
mnie. Czułam, że jej nienawidzą. A mnie próbują przed nią chronić. Po tym jak
odkryłam, że posiadam Sharingana, pomyślałam o tym czy nie jestem adoptowana. Znaleźli
mnie w kołysce gdzieś w lesie podczas misji.
Otwarłam lekko powieki. Czułam chłód na
całym ciele, szczególnie w stopach. Logiczne nie miałam obuwia. Ale pod moimi
stopami znajdowała się woda. Na szczęście opanowałam już dawno chodzenie po
wodzie. Oderwałam wzrok od swoich kończy i rozejrzałam się dookoła. Miejsce to
przypominało loch. Nigdzie nie było ani żywej duszy. Nie było tu nawet Rukiego,
który dodawał by mi otuchy.
-Gdzie ja jestem? - zapytałam samą
siebie.
Słyszałam tylko odgłos własnych kroków
czy kapanie kropi wody. Szłam tylko przed siebie. Zatrzymałam się przed
wielkimi kratami. Podeszłam trochę bliżej aby przyjrzeć się czy nie ma tam
niczego. Jednakże, nie podeszłam za blisko. Moją uwagę odwróciła pieczęć,
znajdująca się strasznie wysoko. Nigdy takiej nie widziałam. Co strasznego musi
się znajdować za tymi kratami.
-Kto tam jest?! - powiedział straszny
głos.
Milczałam.
-A to ty Kasumi. Czego chcesz?
Moim oczom ukazał się ogromny
pomarańczowy lis. Bijuu Kyuubi.
-Kyuubi? -zmieszałam się. - Skąd wiesz
kim jestem?
-Przecież jak jestem w Tenone, to wiem
co się dzieje na zewnątrz. Baka - powiedział.
-Ona jest Jinchuurikim?! - pisnęłam.
-Przecież cały czas mówicie, że jest
NORMALNA. Zastanów się - powiedział.
-W sumie to teraz ma sens. Byłam zbyt
zajęta tym… jak mogli coś takiego przede mną ukryć?! -krzyknęłam.
-Anata wa baka desu - prychnął.
-Możesz mnie przestać nazywać głupią
lisie?! - zezłościłam się.
-Gdybyś zaczęła myśleć, to wiedziała
byś, że miałabyś już te swoje Kekkei Genkai Shinjitsu. A nie Sharingan.
Odpowiedź jest tylko jedna. Twoim ojcem jest ktoś z Uchihów.
Stanęłam jak wryta słuchając tego co
mówi lis. Przygryzłam wargę i zaczęłam się zastawiać. Czy to prawda czy nie.
-Naprawdę jesteś tępa - zakpił sobie ze
mnie.
-Zawrzyjmy umowę - powiedziałam.
-Robi się ciekawie.
-Powiesz mi co wiesz na temat mojej
rodziny, a ja zrobię co chcesz. Po za uwolnieniem cię - końcówkę dopowiedziałam
strasznie szybko aby tego nie zaproponował.
-Niech pomyślę. Zajmiesz się Tenone, ona
potrzebuje takiej przyjaciółki jak ty.
-I ty podobno jesteś mordercą -
prychnęłam. - A troszczysz się o nią.
-Nie przeginaj. Kiedy coś sobie
przypomnę zawołam cię.
-Pytanie. Jak mam stąd wyjść?! -
powiedziałam głośniej niż bym chciała.
***
Podniosłam się gwałtownie i rozejrzałam
się. Siedział obok mnie Renji i Ruki. Czułam, że się czerwienię. Chciałam jak najszybciej
schować swoją czerwoną twarz.
-Spokojnie, nikomu nie powiem. -
uspokoił mnie Akega.
-Dzięki. która godzina ? - zapytałam.
-Już 11. - powiedział.
-Tak długi z nim rozmawiałam -
szepnęłam.
-Z kim? - zapytał futrzak.
-Nieważne - pokazałam mu język.
Wstałam i podeszłam do Renjiego.
-Tylko nikomu nie mów, że znalazłeś mnie
na ziemi. Błagam.
-Spokojnie. Zachowam to dla siebie.
-Ratujesz mi życie - powiedziałam.
Chciałam go wyminąć i dostać się do
łazienki, jednakże potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na ziemi. Nie
wiedziałam czemu czerwonowłosy znalazł się nade mną. Znowu czułam jak mnie
policzki pieką. Rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili przez nie weszła
marchewka.
-Ichigo, Renji musimy iść … - spojrzał
na nas zdziwiony.
-To nie tak jak myślisz! To przypadek -
powiedział Renji.
-Jaka była nasza wczorajsza rozmowa?!
Chłopak wstał ze mnie i podszedł do
Higurashy. Rozmowa, oby nie chodziło o mnie. Podniosłam się z ziemi.
-Ej, chłopaki możemy już iść? -
zapytałam.
Oboje wpatrywali się we mnie jak w obrazek.
Zorientowałam się, że nie mam spiętych włosów i sięgają mi one do kolan. Szybko
sięgnęłam po gumkę i spięłam moje włosy.
-Ładnie ci w rozpuszczonych włosach - powiedzieli oboje.
Usłyszałam śmiech upierdziucha.
-Przestańcie, a ty przestań się śmiać -
nadepnęłam kotu na ogon.
Towarzysze roześmiali się. Westchnęłam
pod nosem zrezygnowana. Nagle do pomieszczenia wszedł sensei.
-A w z czego się śmiejecie? - zapytał
wesoło.
-Ichigo i Ruki znowu się kłócą -
powiedział Renji.
-Cieszę się, że się dogadujecie. A teraz
do Kazekage! - powiedział rozweselony.
-Hai - powiedzieliśmy chórem.
***
Minęła godzina i w końcu znaleźliśmy się
w odpowiednim miejscu. Konkretnie było to pomieszczenie obrad Sumy. Wszyscy na
nas czekali.
-Przepraszamy za spóźnienie. Ichigo
miała problem - powiedział Natsu.
-Coś ty powiedział marchewo? -
zmarszczyłam brwi.
-Już spokojnie siadajcie - powiedział
Mizu-sensei.
Wykonaliśmy jego polecenie i zajęliśmy
wolne miejsca. Ruki wskoczył na stół i przyjrzał się każdemu z osobna. Ja
również to poczyniłam. Była Tenone i jej drużyna, Kankuro, Temari i chyba
Gaara. Oczywiście nie mogło zabraknąć Kazekage i sensei drużyny dziewczyny.
Gaara był trochę straszny z tym lodowatym spojrzeniem. Jeszcze mi przypadło
koło niego usiąść. Rozpoczęła się dyskusja na temat ostatnich wydarzeń.
Poczynań przyjaciół z Konohy, czyli nas i w końcu Kazekage zwrócił się do mnie.
-Kasumi, odkryłaś ostatnio swoje Kekkei
Genkai? Nieprawdaż? - zapytał.
Słyszałam jego wypowiedź z przerwami.
Jaki mi to tłumaczył. Czułam się słaba, a po chwili poczułam jak opuszczają
mnie wszystkie siły. Podniosłam się aby opuścić pomieszczenie i udać się na
świeże powietrze.
-Tak, jakimś cudem był to Sharin … -
wymamrotałam.
Straciłam czucie w nogach i przechyliłam
się na ziemie. Jednak ktoś mnie złapał. Odwróciłam się lekko w jego stronę.
Gaara złapał mnie w ostatniej chwili abym nie upadła na ziemię. Jego ręce były
ciepłe, lecz czułam że jego serce jest zimne jak lód.
~*~
Aż miesiąc przerwy? Wow. Przepraszam czytelników. (o ile jacyś są)
Miałam małe urwanie głowy z przeprowadzką babci i to mnie zmuliło. Straciłam wenę. Obecnie poszukuję natchnienia. Może ktoś polecił by jakąś dobrą książkę, anime, mangę? Po za Naruto oczywiście. Nawet nie wiem kiedy wyszło tu 1.800 wejść. Może dobijemy do 5k?
Pozdrawiam.
No.
OdpowiedzUsuńMusiałam to przeczytać jszcze raz xD
Troche, nawet bardo mi głupio, bo ty komentowałaś mój blog z Tenone, a j twojego nie ale to się zmienia. Dlatego nadrobiłam zaległości i oto jestem! xD
Podobało mi się, badz; xD
Swoja akcję też rzkręciłam, na Ezaminie na Chuunina będzie prze ciekawie xD Szykujemy się na niezłą grę! xD
Pozdrowionka,
Twoja Yami.